XI Rajd PDF Drukuj Email
Napisał(a): D.Święch   
poniedziałek, 13 czerwca 2011

XI rajdRelacja z XI Rajdu Gimnazjalisty

Kolejny Rajd za nami!:) W dniach od 4 do 5 czerwca odbył się kolejny, XI już Rajd Gimnazjalisty. Jak nakazuje wieloletnia tradycja wyruszyliśmy nieprzytomni o blasku poranka z pętli autobusowej na osiedlu, aby zaznać wspaniałych przygód. Naszymi opiekunami byli: Pani Katarzyna Koczur - kierownik rajdu, Pani Maria Rozenbajgier- bez niej rajd nigdy by nie istniał;), Pani Dorota Gawęda- czyli w "zdrowym ciele zdrowy duch":),

Pan Bogdan Koczur- przewodnik tatrzański (JEDYNY W BOCHNI!;), Pan Ryszard Rozenbajgier- rajdowy Gitarzysta(tak przez duże G;), Pan Marian Gawęda- autor ciekawej piosenki;) oraz Pan Kazimierz zwany Panem Kaziem, który pozostanie incognito…Podróż jak co roku upływała nam w bardzo miłej atmosferze, choć już na samym początku zostaliśmy dokładnie przeszukani przez funkcjonariuszy policji, z czego nie wszyscy byli zadowoleni. Warto wspomnieć, iż w tegorocznym rajdzie brało udział jedynie czterech trzecioklasistów z naszego gimnazjum oraz bardzo wielu "młodzików" i "doświadczonych" bynajmniej nie STARSZYCH uczniów!!!;) Zostaliśmy oczywiście podzieleni na dwie grupy, weteranów i młodszych stażem;). Nasza grupa zaczęła przygody w Kuźnicach skąd udaliśmy się na Boczań, tam na pierwszym postoju Pan Kaziu poopowiadał nam troszkę ciekawych rzeczy, o które miano pytać  na wieczornym konkursie krajoznawczym. Po zakończeniu postoju ruszyliśmy ścieżką otoczeni zewsząd pięknymi widokami, oglądaliśmy Stawki Gąsienicowe m.in. Dwojśniaczek- który na rajdzie już pod inną postacią zrobił furrorę, ale o tym za chwilę;), Trójśniaczek i Kurtkowiec. Nad jednym z nich zrobiliśmy sobie krótki odpoczynek, aby zregenerować nadszarpnięte już troszkę siły poprzez spożycie różnowartościowych produktów żywieniowych: dla jednych było to jabłko, dla innych ciacho!;) W pewnym momencie, gdy wsłuchani w opowieści Pana Kazimierza nie zwracaliśmy na nic uwagi, poczuliśmy jak na naszych twarzach zaczęły spoczywać delikatne kropelki. Z początku wyglądało to jak niegroźny romans z naszym letnim odzieniem, jednak później przerodziło się to w coś więcej i musieliśmy założyć nasze gustowne płaszcze przeciwdeszczowe (niektórzy byli wyposażeni nie tylko w płaszcze;). Jak głosi legenda owe krople spadły na nas tegoż dnia, gdyż jeden "dojrzały" rajdowicz o złocistych włosach, podczas trudnej wędrówki w dzikim tańcu począł je śpiewnie zaklinać, aby wnet spadając uradowały jego duszę swym pięknem. Podobno ów rajdowicz nie miał później łatwego życia jednakże to jest już historią. Tak, więc w towarzystwie deszczu ruszyliśmy na podbój Przełęczy Karb. Tu trasa okazała się dość trudna, jednak w każdym rajdzie o to właśnie chodzi, aby pokonywać swoje słabości. Po licznych trudnościach i potknięciach dotarliśmy na szczyt Małego Kościelca skąd rozpościerający się widok zatrzymał na chwilę nasze funkcje oddechowe. Jeśli chodzi o mnie to nigdy w życiu nie widziałam jeszcze tak wspaniałego widoku, z jednej strony w dolinie zachwycał swoją klasą i wdziękiem Czarny Staw Gąsienicowy, z drugiej rozpościerała się panorama na drogę którą przyszliśmy i mogliśmy zobaczyć wszystkie mniejsze stawki mijane przed chwilą, natomiast z góry patrzył na nas dumnie szczyt Kościelca. Ponadto szczyty innych gór tatrzańskich przykrywała lekka mgła co dodawało tylko temu wszystkiemu uroku. Podczas krótkiego odpoczynku na szczycie mijała nas grupa z Rosji, która zaszokowała nas swoją odwagą, bowiem wszyscy z wyjątkiem jednej dziewczyny byli wyposażeni w bardzo… codzienne obuwie(sandały, baletki, trampki itd.). Wszyscy ich podziwialiśmy!:) (Sami zgadnijcie za co;) NiestetyXI rajd przerwa nie trwała zbyt długo, gdyż już po ok. 15 minutach zaczęliśmy schodzić po stromym i kamienistym- a raczej głazowatym zboczu, aby dostać się do Czarnego Stawu Gąsienicowego i móc z bliska podziwiać jego piękno. Musieliśmy bardzo uważać gdyż po niedawnym deszczu (tak przestało padać!:) trasa była bardzo niebezpieczna. Nasza grupa troszkę się "rozwlekła";) co poskutkowało tym, że ostatni osobnicy (w tym również ja:) nie zaznali uroków odpoczynku i już po pięciu minutach wyruszyliśmy razem ze wszystkimi do Schroniska "Murowaniec" gdzie Pan Kazimierz uraczył nas znowu swymi opowieściami, a my cieszyliśmy się dłuższą chwilą wytchnienia. Stamtąd poprzez Dolinę Jaworzynki doszliśmy do Kuźnic. Kiedy doszliśmy do autokaru i usiedliśmy na swoich miejscach w końcu odetchnęliśmy po tak wielu trudnościach których nam nie brakowało tego dnia.

Jednak to nie był jeszcze koniec wrażeń! Troszkę spóźnieni, ale jednak dotarliśmy do przepięknego pensjonatu "Stasinda", gdzie najpierw wygłodniali do granic możliwości ruszyliśmy do restauracji. Tam zaserwowano nam prawdziwe góralskie jedzenie w postaci kwaśnicy oraz placka po zbójnicku (choć niektórzy twierdzą, że to placek węgierski). Po tak wspaniałej uczcie, każdy uspokoił swój żołądek. Zostaliśmy przydzieleni do swoich pokoi i otrzymaliśmy gratisowo godzinkę na orzeźwienie;). Około godziny 21 udaliśmy się na rajdowe ognisko. Zaczęło się od indywidualnego pieczenia kiełbasek i śpiewania pierwszych piosenek. Gdy byliśmy już w komplecie rozpoczęliśmy tradycyjną imprezę hymnem rajdu, czyli został odśpiewany "Dwójeczki Rajd" i kilka innych przyjemnych piosenek. Później rozpoczął się konkurs krajoznawczy, pytania nie należały wcale do najłatwiejszych jednak jurorzy mieli tez w poważaniu własną inwencję twórczą uczestników. Pomiędzy kolejnymi seriami pytań był rozgrywany konkurs na piosenkę rajdową. W tym roku jako pierwsze wystąpiły koleżanki absolwentki, następnie uczniowie klasy Pani Katarzyny Koczur i na koniec wystąpiła prawdziwa gwiazda wieczoru. Gdy zgasły wszystkie światła i lekki wiatr targał płomieniami ogniska, na poddrzewną scenę wyszli oni… niepozorni, a jednak budzący zachwyt… spokojni, ale niepokorni… twórczy i utalentowani… przy cichych dźwiękach gitary, osobnik o pseudonimie "Harry" zapowiedział, że oto zaśpiewa dla nas najnowszy rajdowy zespół… DWOJŚNIACZEK!(tu piski dziewcząt)Dwojśniaczek powstał na rajdzie, byli w nim jedynie osobnicy płci "marsjańskiej" jednakże obdarzeni niesamowitym talentem, a zaśpiewali oni dla nas wspaniałą pieśń która była całym kalendarium rajdu i kwintesencją wspaniałej zabawy oraz pobudzała każdego rajdowicza swymi dźwiękami do szczerych wybuchów śmiechu:). Po zakończeniu występu Dwojśniaczek zachęcany przez wiernych fanów musiał wykonać utwór raz jeszcze. Mam nadzieję, że w niedługim czasie zdobędę tekst tej piosenki i będziecie mogli go chociaż przeczytać;). Po zakończeniu konkursów nadszedł czas na wspólne śpiewanie, niektórzy z rajdowiczów, byli już na granicy wytrzymałości, więc udali się na spoczynek. Co wytrwalsi siedzieli przy ognisku świetnie bawiąc się w swoim towarzystwie do późnych godzin nocnych;). Oczywiście po powrocie- bo przecież każdy kiedyś wrócił:), wszyscy poszli grzecznie spać… no prawie wszyscy… ale to już jest historią.

XI rajdNadszedł poranek dnia następnego. Wszyscy punktualnie mniej lub bardziej wypoczęci stawili się na śniadaniu. Tym razem zaoferowano nam cały stół prowiantu, więc każdy mógł wybrać co chciał;). Później udaliśmy się na mszę do kościoła w Bukowinie Tatrzańskiej. Stamtąd udaliśmy się znowu na trasy. Naszym pierwszym celem było Strbske Pleso. Stamtąd kolejką krzesełkową wyjechaliśmy na wysokość 1840 m. gdzie znajdowała się Chata pod Soliskom. Sama jazda kolejką dostarczyła nam mnóstwa wrażeń, widoki były przewspaniałe, jednak odczuwalne wstrząsy kolejki napawały nas niemałym lękiem. Pomijając już nawet to zaraz po ruszeniu kolejka nagle stanęła i zawiśliśmy nad ziemią, w dodatku z ciekawymi towarzyszami chwile te były doprawdy wspaniałe:). Obok mijały nas wracające krzesełka, które nie zawsze były używane przez żywych ludzi… czasem obserwowaliśmy podróż wypoczywających kości, innym razem trumny a jeszcze innym kilku worków, w których właściwie niewiadomo co było…;). Z Chaty pod Soliskom ruszyliśmy na szczyt Soliska. Trasa była naprawdę bardzo trudna i wymagała od nas niemałego skupienia. Często musieliśmy się zastanawiać gdzie zrobić następny krok, a czasem zatrzymywać na chwilkę by zgubić zadyszkę;). Z dołu szczyt wydawał się być bardzo łagodny i niski, jednak w praktyce po zdobyciu każdego "małego szczytu" okazywało się, że za nim leży kolejny, który niekoniecznie jest tym właściwym. Jednakże wędrówka mimo, że bardzo męcząca była umilana przez przepiękne widoki na Tatry. Kiedy osiągnęliśmy w końcu swój cel znowu zaparło nam dech w piersiach. Widok był niedoopisania, myślę, że nawet zdjęcia, które z pewnością pojawią się w galerii nie oddadzą tego piękna. Niestety już po chwili zaczęło grzmieć, a w oddali niebo przeszywały błyskawice, więc musieliśmy tą samą drogą jak najszybciej zejść ze szczytu i dostać się z powrotem do Chaty pod Soliskom. Na szczęście pogoda napędziła nam tylko małego stracha i nic wielkiego poza kilkoma kroplami deszczu się nie wydarzyło. Na miejscu odpoczęliśmy dłużej po podróży i zrobiliśmy grupowe zdjęcie. Podczas odpoczynku zauważyliśmy dość niepozornie wyglądających Azjatów, czy też Chińczyków kto to wie… którzy pojedynczo docierali do naszej przystani. Później okazało się co ukrywali, a były to SASANKI! Nasze oburzenie było bardzo duże gdy uświadomiliśmy sobie, że turyści zabierają te piękne CHRONIONE kwiaty! Jednak postanowiliśmy to przemilczeć i liczyć na czujne oczy strażników;). W drodze powrotnej do Strbskiego Plesa nie wykorzystaliśmy już kolejki, a jednie mięśnie własnych nóg;). Teraz było z górki, więc nikt nie mógł narzekać, jednak grupa znowu "troszkę się rozwlekła";). Kiedy przechodziliśmy pod skocznią narciarską mieliśmy okazję zobaczyć jak pewna kobieta skacze na bungee, nie byliśmy potem pewni czy owa kobieta dobrze się czuła po owym skoku… trzeba przyznać, że na Słowacji obowiązuje dość specyficzny, sztywniejszy rodzaj lin do bungee. Kiedy dotarliśmy do autobusu byliśmy już troszkę zmęczeni, ale każdy z nas z chęcią powtórzyłby od razu obydwa wspaniałe dni.XI rajd

Wyruszyliśmy w drogę powrotną. Zatrzymaliśmy się oczywiście jeszcze na chwilę, aby oficjalnie zakończyć rajd, przyznać nagrody zwycięzcom konkursów i odśpiewać kilka piosenek. Każdy uczestnik rajdu otrzymał mały pamiątkowy upominek, co było bardzo miłą niespodzianką;). Droga powrotna była bardzo przyjemna i zregenerowała nasze siły. Niestety w Bochni musieliśmy się pożegnać:(. Mamy jednak nadzieję, że Pani Kierownik wykaże się w przyszłym roku równie wspaniałym pomysłem na trasę i Rajd będzie tak samo wspaniałym przeżyciem dla każdego uczestnika;). Wszyscy już z niecierpliwością czekają na kolejny wyjazd, a zapisy trwają już teraz, więc spieszcie się zapisywać, bo wolne miejsca tak szybko znikają…;) (Żart! Nie męczcie naszej Pani Kierownik!)

Jeszcze na koniec ostatnie DZIĘKUJEMY! Dla wszystkich opiekunów i organizatorów!:)

Do zobaczenia za rok:).

Fotoreportaż Grześka - tutaj

 
 

Szkoła w ruchu

Lepsza szkoła

Data, imieniny


Dzisiaj jest: Środa
13 Grudnia 2017
Imieniny obchodzą
Lucja, Łucja, Otylia, Włodzisława
Do końca roku zostało 19 dni.
Zodiak: Strzelec