Wywiad z ks.K.Bacharą Drukuj
Napisał(a): K.Kociołek   
czwartek, 19 stycznia 2012

Wywiad z ks. Kamilem Bacharą

Karolina Kociołek: Co skłoniło Księdza do pójścia do seminarium?
ks. Kamil Bachara: Przyszedł taki czas, w klasie maturalnej, że człowiek zaczął się poważnie zastanawiać nad przyszłością… Ktoś – czytaj: Pan Bóg – sprawił, że wybrałem kapłańską drogę… To dla mnie ciągle wielki dar i wielka tajemnica… Bo kapłaństwo to dar i tajemnica… Nigdy nie byłem ministrantem ani lektorem, a jednak spod chóru też można do seminarium trafić… Ja trafiłem i niezmiernie się cieszę z tego powodu, że mogę dziś być kapłanem… I służyć Panu Bogu, który mnie wybrał i ludziom, których stawia dziś na mojej życiowej drodze…
K.K: Czy praca w każdej parafii mniej więcej wygląda tak samo, czy też diametralnie się różni?
ks.K: Z perspektywy niewielu kapłańskich lat, bo tak właściwie to dopiero raczkuję, nie wiem, co odpowiedzieć… Nie mam zbyt dużej skali porównawczej… Wszędzie trzeba pracować, wszędzie trzeba się modlić, wszędzie trzeba służyć drugiemu człowiekowi… A że człowiek człowiekowi nierówny, to i praca z ludźmi na różnych parafiach zróżnicowana… Zawsze znajdą się tacy, którzy do kościoła będą się garnęli, ale i tacy, których nawet łopatą nie zapędzisz…
K.K: Jakie są Księdza codzienne zajęcia?
ks.K: Mój zwyczajny dzień się trochę ciągnie… Pobudka około 5.00, modlitwa, przeważnie Msza Święta o 6.30, śniadanie, szkoła, trochę oddechu, jakieś zajęcia popołudniowe – grupy, spotkania, zbiórki… O 17.00 często kancelaria, potem dyżur w konfesjonale, wieczorem trochę modlitwy, czas, by coś poczytać, zaglądnąć do Pisma Świętego, przygotować się do szkoły, do kazania… Trochę, a może i nieco więcej niż tylko trochę pracy jest… Chociaż może z boku wygląda to tak, jakby Ksiądz nic nie robił… Tak na pewno nie jest… Zresztą, kto chce, to zawsze sobie jakieś konstruktywne zajęcie potrafi znaleźć…
K.K: Czy jest Ksiądz zadowolony ze swojej obecnej parafii?
ks.K: To jest moja pierwsza parafia – jak mówią – i jest w tym dużo prawdy – taka „pierwsza miłość”… O pierwszej miłości z pewnością nie da się zapomnieć…
K.K: Ile lat pełni Ksiądz posługę kapłańską?
ks.K: Policz sama, bo to nie takie trudne… Jestem księdzem od 29 maja 2010 roku…
K.K: Jakie są Księdza relacje z wiernymi? Czy są oni chętni do pomocy?
ks.K: Myślę, że nie mogę narzekać… Dzięki Bogu jakoś nie najgorzej układa mi się z innymi… Raczej nie jestem konfliktowy, choć czasem lubię postawić na swoim… A jeżeli chodzi o chęć pomocy ze strony innych, to nie ma z tym problemu… Zwłaszcza u dzieci – one garną się do wszystkiego i do każdej pracy, młodzież też jest aktywna, wymaga pokierowania w odpowiednią stronę i czasem trochę słów na zachętę, ale potrafi się zaangażować, poświęcić swój wolny czas… Podobnie i dorośli… Wiele osób z parafii regularnie i bezinteresowni pomaga w parafii… Należą się im słowa wielkiego uznania i szczerego „Bóg zapłać”…
K.K: Jak często odwiedza Ksiądz dom rodzinny? Uważa Ksiądz, że to wystarcza, czy też przydałoby się częściej?
ks.K: Jestem w domu, u mamy, taty i rodzeństwa przeważnie raz w tygodniu… We wtorki nie mam zajęć w szkole, więc mogę sobie pozwolić na przejażdżkę w rodzinne strony – zwłaszcza, że do domu jest tylko albo może aż niecałe 35 kilometrów…
K.K: Co najchętniej robi Ksiądz w wolnych chwilach?
ks.K: No tych wolnych chwil to zbyt dużo nie ma, ale jak już się uda jakiś czas wygospodarować, to sięgam po jakąś książkę albo jadę kogoś odwiedzić… Znajomych, kolegów kapłanów…
K.K: Czy lubi Ksiądz chodzić po górach? Często wybiera się Ksiądz na górskie szlaki?
ks.K: Po górach lubię chodzić – tak od czasu do czasu, w dobrym towarzystwie – bo samemu to jakoś tak dziwnie… Czasem się jakiś taki mały wypadzik przytrafi… Raczej gdzieś niedaleko, tak na jeden dzień, bez większej szarży…
K.K: Może opowiedziałby nam Ksiądz jakieś najciekawsze przeżycie z seminarium oraz całej swojej kapłańskiej kariery?
ks.K: Kapłańska kariera – ciekawie brzmi… Ale jego tak nie traktuję… To raczej ogromna życiowa przygoda – z Bogiem i drugim człowiekiem… A w seminarium… No cóż sześć lat kryje w sobie wiele wspomnień, chwil i przeżyć, zwłaszcza tych duchowych, ale najpiękniejsze niech pozostanie moją słodką tajemnicą ?
K.K: Wiemy, że Ksiądz pięknie śpiewa. Czy kiedykolwiek uczęszczał Ksiądz na lekcje śpiewu, chór, czy też był Ksiądz samoukiem, a taki głos to tylko dar?
ks.K: Z tym pięknym śpiewem to co najmniej lekka przesada… Ale rzeczywiście dziękuję Panu Bogu, że mam dość dobry głos do śpiewu – to na pewno w kapłańskiej pracy pomaga… Nigdy jakoś specjalnie się śpiewać nie uczyłem, chociaż w seminarium są zajęcia z muzyki kościelnej… No i trochę śpiewałem w seminaryjnym chórze – taki mały życiowy epizodzik… A głos można zawsze kształtować i rozwijać – codzienny śpiew w czasie Mszy Świętej i różnych nabożeństw z pewnością w tym nie przeszkadzają – wręcz przeciwnie…
K.K: Czy w wieku szkolnym miał Ksiądz jakąś styczność ze służbą przy ołtarzu (ministranci, lektorzy) lub jakąkolwiek inną organizacją działającą przy kościele?
ks.K: Jak już wcześniej mówiłem, lektorem ani ministrantem nie byłem… Chociaż jakoś tam w głębi serca patrzyłem z zazdrością na moich kolegów z klasy, którzy ministrantami i lektorami byli… Do kościoła miałem trochę daleko, nie bardzo miał mnie kto zawieźć czy zaprowadzić – a ja nie chciałem być ministrantem tylko od niedzieli i od święta… W szkole podstawowej (bo gimnazjum za moich czasów jeszcze nie było) w ostatnich klasach byłem zaangażowany w Papieskie Dzieło Misyjne Dzieci i grałem trochę na flecie w parafialnej scholi…
K.K: Jakie są Księdza zainteresowania, hobby?
ks.K: Nie mam jakiegoś specjalnego hobby, które pochłaniałoby jakoś znacząco mój czas… Lubię być na bieżąco z tym, co wokół mnie… Lubię coś niecoś poczytać…
K.K: Dobrze wspomina Ksiądz czasy w seminarium? Czy chciałby Ksiądz do nich powrócić?
ks.K: Dla pewnych rzeczy wróciłbym się do seminarium… Zwłaszcza do takiego ustabilizowanego rytmu życia… Ale seminarium to tylko taki przedsionek do kapłaństwa – nie można się w nim zasiedzieć… Teraz cieszę się tym, co jest i tym, kim jestem…
K.K: A szkoła? Jak wspomina Ksiądz ten okres czasu?
ks.K: Piękne czasy – beztroskie dzieciństwo, piękna młodość… A w szkole wielu znajomych, można się też było od czasu do czasu ? czegoś ciekawego dowiedzieć… Lubiłem do szkoły chodzić, nie miałem problemów z nauką – jakoś mi tam nawet całkiem nieźle szło…
K.K: Kogo uważa Ksiądz za swój autorytet?
ks.K: Pytanie jest bardzo dobre… Dla mnie autorytetem może być każdy, kto postawą swojego życia, swoim postępowaniem i zachowaniem, swoją życiową mądrością jest godny naśladowania… Tu zawsze warto spojrzeć w górę – na świętych i błogosławionych… Na swojego Świętego Patrona, na błogosławionego Jana Pawła II…  Chciałbym kiedyś przez swoją życiową postawę być takim przykładem i wzorem dla innych do naśladowania… Dużo do tego jeszcze brakuje… Ale trzeba mieć jakieś cele i marzenia… I patrzeć ciągle w górę, w niebo – na Jezusa… On powinien być dla każdego i każdej z nas największym Autorytetem… Z dużej litery pisanym…
K.K: Dziękuję serdecznie za rozmowę i życzę dalszej owocnej pracy duszpasterskiej, wielu łask oraz kolejnych sukcesów.